Czego właściwie szuka osoba myśląca o refabrykacji kartridży
Osoba rozważająca refabrykację kartridży do drukarki atramentowej zwykle stoi przed prostym dylematem: drukować taniej, ale bez psucia sprzętu i utraty gwarancji. Ceny oryginalnych tuszy potrafią wywołać lekkie niedowierzanie, zwłaszcza gdy zestawi się je z ceną samej drukarki. Naturalna reakcja: „Musi być jakiś sposób, żeby nie zbankrutować na atramencie”.
Druga motywacja to ekologia i niechęć do marnowania plastiku. Wyrzucanie kolejnych pustych kartridży wygląda jak czysty absurd – szczególnie wtedy, gdy obudowa jest w idealnym stanie, a w środku „skończyło się tylko to, co wlewamy”. Dochodzi do tego jeszcze typowo ludzka ciekawość: czy da się to napełnić samemu strzykawką i butelką atramentu z internetu – i czy drukarka „da się nabrać”.
Najczęstsze motywacje: oszczędności, ekologia, kontrola nad kosztami
Refabrykacja kartridży atramentowych kusi przede wszystkim obietnicą dużych oszczędności. Oryginalne tusze potrafią kosztować niemal tyle, co sama drukarka, a przy częstym drukowaniu domowym lub w małym biurze rachunek rośnie szybciej, niż się spodziewamy. Dla kogoś, kto drukuje kilkadziesiąt czy kilkaset stron miesięcznie, każda obniżka ceny tuszu o kilkadziesiąt procent to realne pieniądze w kieszeni.
Drugi wątek to wrażliwość środowiskowa. Wielu użytkowników nie ma ochoty generować kolejnych odpadów z twardego plastiku, które mogłyby służyć dłużej. Regeneracja kartridży atramentowych wydaje się wtedy logicznym krokiem: zamiast wyrzucać – napełnić. Do tego dochodzi poczucie, że samemu decyduje się o składzie i typie atramentu, zamiast być skazanym na jedyny słuszny tusz z logo producenta.
Co właściwie oznacza refabrykacja, regeneracja i zamiennik
W praktyce krąży kilka pojęć, które łatwo wrzucić do jednego worka, a różnią się mocno zarówno metodą, jak i ryzykiem:
- Samodzielne napełnianie tuszu – w domu, przy użyciu zestawu z butelką atramentu i strzykawką. Użytkownik niczego nie rozkleja, zwykle tylko wprowadza nowy tusz przez otwór (fabryczny lub nawiercony).
- Refabrykacja / pełna regeneracja kartridża – bardziej zaawansowany proces: opróżnienie z resztek tuszu, płukanie, wymiana gąbki, czasem uszczelek, reset chipa, ponowne napełnienie i testy. To może robić użytkownik, ale częściej zajmują się tym wyspecjalizowane firmy.
- Zamiennik tuszu do drukarki – gotowy, nowy kartridż (lub butelka do systemów tankowych) wyprodukowany przez firmę inną niż producent drukarki. Może być:
- kompletnie nowy (obudowa + chip + atrament),
- regenerowany fabrycznie – np. z użyciem oryginalnej obudowy po profesjonalnej refabrykacji.
- Oryginał – tusz lub kartridż od producenta drukarki, zwykle najdroższy, za to oficjalnie wspierany i bezproblemowy w kontekście gwarancji (przynajmniej w teorii).
Te pojęcia często się mieszają w opiniach użytkowników, ale przy ocenie ryzyka dla głowicy drukarki i gwarancji przydaje się precyzja. Samodzielne dolewanie tuszu to zupełnie inny poziom kontroli i odpowiedzialności niż zakup markowego zamiennika z już przebadanym składem.
Różne profile użytkowników i różne decyzje
Inaczej na refabrykację patrzy ktoś, kto raz na miesiąc drukuje kilka zdjęć rodzinnych, a inaczej osoba prowadząca małe biuro i codziennie wyrzucająca kilkadziesiąt stron umów. Kilka typowych scenariuszy:
- Domowy użytkownik „od święta” – drukuje mało, często zdjęcia lub kolorowe materiały. Dla niego koszt tuszu w przeliczeniu na miesiąc i tak jest relatywnie niski, a największym problemem bywa zasychanie kartridży. Tu agresywna refabrykacja może narobić więcej szkody niż pożytku, bo kartridż zdąży zaschnąć zanim w ogóle wykorzysta się tani atrament.
- Student / rodzina drukująca głównie dokumenty – drukowanie notatek, prac zaliczeniowych, biletów, dokumentów. Średnie wolumeny, duża wrażliwość na cenę. Tutaj opłacalność tańszych rozwiązań jest realna, ale dobrze jest znaleźć kompromis między ceną a bezawaryjnością.
- Małe biuro – dużo czarno-białych stron, czasem kolorowe raporty. Tu każdy przestój drukarki boli, a awaria głowicy może oznaczać realne koszty i nerwy. Refabrykacja „domowa” to raczej zły kierunek, ale przemyślane zamienniki albo dedykowane systemy stałego zasilania tuszem mogą już mieć sens.
Najtańsze rozwiązanie na papierze często okazuje się drogie, jeśli doliczyć ryzyko uszkodzenia głowicy drukującej, stracony czas na walkę z zapchanym kartridżem oraz potencjalną utratę gwarancji producenta. Taniej nie zawsze znaczy mądrzej – i to będzie motyw przewodni wielu kolejnych rozważań.

Jak działają kartridże atramentowe i głowica – podstawy przed pierwszą strzykawką
Zanim w ogóle pomyśli się o wbijaniu igły w kartridż, warto zrozumieć, co się dzieje w środku drukarki atramentowej. Kilka podstawowych faktów technicznych pomaga ocenić, gdzie leżą granice rozsądnego eksperymentowania, a gdzie zaczyna się proszenie o wymianę drogiej głowicy.
Budowa typowego kartridża atramentowego
Większość klasycznych kartridży zawiera:
- Zbiornik na atrament – plastikowa komora, w której znajduje się tusz. W prostszych konstrukcjach jest to pusta przestrzeń z gąbką, w bardziej zaawansowanych – system komór i kanałów.
- Gąbka / wkład chłonny – jej zadaniem jest utrzymanie odpowiedniego ciśnienia i kontrolowanie przepływu atramentu. Dzięki gąbce tusz nie wylewa się gwałtownie, tylko powoli jest podawany do dysz.
- Otwory wentylacyjne – mikrootwory, którymi powietrze dostaje się do środka, aby wyrównać ciśnienie. Zatkanie tego otworu (np. taśmą lub źle wciśniętym korkiem po napełnianiu) potrafi całkowicie zatrzymać drukowanie.
- Chip elektroniczny – mały układ scalony, który komunikuje się z drukarką, informując o poziomie tuszu, typie kartridża czy liczbie wydrukowanych stron. Czasem po prostu odcina możliwość dalszego drukowania, mimo że fizycznie atrament w środku jeszcze jest.
- Głowica drukująca (w niektórych modelach) – w części kartridży (np. wiele modeli HP) głowica jest zintegrowana z kartridżem. Po wyrzuceniu pustego kartridża wyrzuca się też głowicę. To jedno z ważniejszych rozróżnień z perspektywy ryzyka refabrykacji.
Konstrukcja konkretnego kartridża decyduje, czy da się go łatwo napełnić, czy trzeba użyć specjalnych narzędzi, czy też lepiej od razu poszukać zamiennika fabrycznie przygotowanego do wielokrotnego użytku.
Głowica w drukarce vs głowica w kartridżu
Na rynku atramentówek funkcjonują dwa główne podejścia do konstrukcji głowicy:
- Głowica zintegrowana z kartridżem – często spotykana w urządzeniach HP i części Canon. Czarny i kolorowy kartridż mają własne dysze, które są częścią wymiennego modułu. Wymieniając kartridż, wymienia się jednocześnie głowicę drukującą. Awaria głowicy = zwykle awaria kartridża, a nie samej drukarki.
- Głowica oddzielna, na stałe w drukarce – typowe m.in. dla Epsona, części Canona oraz coraz popularniejszych drukarek z systemem stałego zasilania tuszem (tzw. tanki). Kartridże lub zbiorniki dostarczają tylko atrament, a sama głowica jest przykręcona w drukarce. Jej wymiana bywa bardzo droga, czasem nieopłacalna.
W kontekście refabrykacji oznacza to tyle, że:
- jeśli głowica jest w kartridżu – ryzykuje się głównie danym kartridżem; uszkodzenie go jest nieprzyjemne, ale stosunkowo łatwe do „naprawienia” poprzez zakup nowego,
- jeśli głowica jest na stałe w drukarce – każda zabawa w napełnianie złym atramentem może skończyć się awarią elementu wartego znaczną część ceny urządzenia.
Jak atrament trafia na papier – termiczna vs piezoelektryczna
Dwie główne technologie stosowane w głowicach to:
- Termiczna technologia atramentowa – stosowana m.in. przez HP i Canon w wielu modelach. Miniaturowe grzałki podgrzewają atrament, tworząc pęcherzyki pary, które „wyrzucają” krople tuszu przez dysze na papier. Tusz musi być dostosowany do takich ekstremalnych, chwilowych temperatur.
- Piezoelektryczna technologia atramentowa – znana przede wszystkim z drukarek Epson. Kryształy piezoelektryczne odkształcają się pod wpływem napięcia, wytwarzając ciśnienie wypychające krople atramentu. Ten typ głowicy jest zwykle bardziej precyzyjny i delikatniejszy na zanieczyszczenia.
Dla osoby planującej napełnianie tuszu samodzielnie kluczowe jest to, że:
- atrament do głowic termicznych musi mieć odpowiednią lepkość i skład chemiczny, aby wytrzymać nagłe podgrzewanie,
- głowice piezoelektryczne są bardzo wrażliwe na zanieczyszczenia i nieprawidłowy skład tuszu – zapchanie ich potrafi być praktycznie nieodwracalne bez wymiany całego modułu.
Elementy najbardziej wrażliwe na błędy przy refabrykacji
Samodzielne napełnianie kartridży do drukarki atramentowej niesie ryzyko uszkodzenia kilku kluczowych elementów:
- Dysze głowicy – mikroskopijne otwory, przez które wydostaje się atrament. Zaschnięty, zbyt gęsty lub zanieczyszczony tusz bardzo szybko może je zablokować. Próby mechanicznego czyszczenia (pocieranie twardą ściereczką, igłą) potrafią je fizycznie uszkodzić.
- Uszczelki i kanały doprowadzające atrament – niewłaściwe rozpuszczalniki i agresywne płyny czyszczące mogą przyspieszyć starzenie gumowych i plastikowych elementów, powodując nieszczelności lub trwałe uszkodzenia.
- Czujniki poziomu tuszu – systemy optyczne lub elektroniczne (w chipie) bywają bardzo kapryśne. Przy niefachowym napełnianiu można doprowadzić do błędów odczytu, komunikatu „pusty tusz” mimo pełnego zbiornika lub całkowitego braku rozpoznania kartridża.
- Chip kartridża – część osób przy napełnianiu dotyka palcami płytek i styków, co może prowadzić do uszkodzeń elektrostatycznych lub zaśniedzienia styków, a w konsekwencji – problemów z rozpoznaniem wkładu.
Znajomość tych słabych punktów pomaga później podjąć decyzję, czy lepiej samodzielnie napełniać kartridż, czy raczej postawić na sprawdzony zamiennik, w którym ktoś już zadbał o poprawną konstrukcję i parametry atramentu.

Rodzaje kartridży i tuszy – nie każdy nadaje się do refabrykacji
Nie wszystkie kartridże reagują jednakowo na próbę ponownego napełnienia. Jedne konstrukcje wybaczają dużo i można je spokojnie regenerować, inne potrafią sprawić, że po jednej nieudanej próbie drukarka powie „dość”. Są też różne typy atramentów, które w połączeniu z konkretną głowicą potrafią dać mieszankę wybuchową – w przenośni i czasem dosłownie.
Kartridże jednorazowe, zintegrowane, z chipem i systemy tankowe
Z punktu widzenia refabrykacji warto rozróżnić kilka kategorii:
- Kartridże jednorazowe bez głowicy – proste zbiorniki z gąbką lub komorami, używane z osobną głowicą w drukarce. Czarny i kolorowe tusze są zwykle rozdzielone. Napełnienie jest możliwe, ale całe ryzyko spada na stałą głowicę w drukarce.
- Kartridże zintegrowane z głowicą – stosowane m.in. przez HP w wielu modelach domowych. W teorii jednorazowe, ale często bardzo podatne na regenerację. W razie błędu najczęściej wymienia się tylko ten kartridż, a nie całą głowicę w drukarce.
- Kartridże z chipem zabezpieczającym – nawet jeśli fizycznie da się je napełnić, chip może odmawiać dalszej współpracy, wyświetlając komunikaty o pustym tuszu. Do niektórych modeli dostępne są resetery chipów lub zamienniki z już odpowiednio zaprogramowanymi układami.
Atrament barwnikowy, pigmentowy i „foto” – chemia, która ma znaczenie
Do jednego worka wrzuca się często każdy płynny tusz, który „jakoś drukuje”. Z perspektywy głowicy to, co jest w środku, ma jednak ogromne znaczenie. Najpopularniejsze typy atramentu to:
- Atrament barwnikowy (dye) – tusz, w którym barwnik jest rozpuszczony w wodzie i dodatkach. Daje żywe kolory, dobre nasycenie na papierach foto, ale jest bardziej podatny na blaknięcie i rozmazywanie się (zwłaszcza na zwykłym papierze biurowym).
- Atrament pigmentowy – kolor tworzą drobne cząsteczki pigmentu zawieszone w płynie. Lepiej znosi działanie światła i wody, często jest stosowany jako czarny tusz do dokumentów. Bywa bardziej „gęsty” i bardziej obciąża dysze.
- Atramenty foto / specjalistyczne – różne odmiany atramentów barwnikowych lub pigmentowych zoptymalizowane pod kątem zdjęć, szerokiego gamutu kolorów czy druku na konkretnych nośnikach.
Producent drukarki dobiera typ atramentu do technologii głowicy i przeznaczenia urządzenia. W wielu drukarkach domowych czarny tusz jest pigmentowy, a kolory – barwnikowe. Zastąpienie barwnikowego pigmentowym „bo lepiej kryje” potrafi skończyć się maratonem czyszczenia głowicy i smugami na wydrukach.
Realny scenariusz: ktoś napełnia kolorowy kartridż tańszym, „uniwersalnym” pigmentem, a po tygodniu zastanawia się, dlaczego drukarka raz pluje kroplami atramentu, a raz drukuje „na sucho”. Głowica próbuje poradzić sobie z tuszem o innych parametrach lepkości i napięcia powierzchniowego niż przewidziane fabrycznie.
Atrament „uniwersalny” vs dedykowany – gdzie jest granica oszczędności
Na rynku pojawia się mnóstwo butelek opisanych jako „tusz uniwersalny do drukarek atramentowych”. Brzmi kusząco: kupuje się jeden zestaw i napełnia wszystko, co ma dysze. Problem w tym, że „uniwersalny” najczęściej oznacza „kompromisowy”.
Przy wyborze atramentu do refabrykacji pojawiają się trzy główne opcje:
- Atrament dedykowany do danej marki / serii głowic – produkowany przez firmy trzecie, ale z myślą o konkretnej technologii (np. tusz do głowic termicznych HP/Canon lub osobny do piezo Epson). Zwykle droższy niż „uniwersalny”, ale znacznie bezpieczniejszy dla głowicy.
- Atrament stricte uniwersalny – jeden zestaw do wszystkiego. Da się nim coś wydrukować, ale jakość kolorów i trwałość głowicy często są ceną za oszczędność kilku złotych na butelce.
- Atrament „markowy” od producenta drukarki – teoretycznie najlepsze dopasowanie, ale w praktyce rzadko sensowny ekonomicznie do samodzielnego napełniania; jego cena bywa podstawowym powodem, dla którego ktoś w ogóle myśli o refabrykacji.
Jeśli już bawić się w napełnianie, rozsądniej jest sięgnąć po atrament dedykowany do typu głowicy niż eksperymentować z płynem opisanym jako „do wszystkiego”. Głowica jest bardziej wymagająca niż długopis żelowy.
Kartridże „trójkolorowe” vs oddzielne zbiorniki – różnice w praktyce
Kolejny istotny podział dotyczy sposobu podziału kolorów:
- Kartridże trójkolorowe (CMY w jednym module) – jeden wkład zawiera trzy komory z tuszem: cyjan, magenta, żółty. Po opróżnieniu jednego z kolorów często drukarka zgłasza pusty wkład, mimo że w pozostałych komorach coś jeszcze zostało.
- Oddzielne kartridże na każdy kolor – osobne moduły na C, M, Y (czasem także dodatkowe kolory foto). Zużyty kolor wymienia się niezależnie, reszta może jeszcze pracować.
Przy samodzielnym napełnianiu wkłady trójkolorowe bywają bardziej kłopotliwe. Łatwo o pomyłkę (złe wstrzyknięcie koloru do nie tej komory), a przy nieszczelności barwniki potrafią zacząć się mieszać. W efekcie drukarka zamiast czystej zieleni produkuje brązowo-bure eksperymenty plastyczne.
Oddzielne kartridże na każdy kolor są bardziej przewidywalne. Napełnia się je jednym tuszem, łatwiej ocenić poziom napełnienia i reagować na problemy. Nieprzypadkowo wiele systemów przeznaczonych do wielokrotnego użycia powstaje właśnie w tej formie.
Systemy CISS i tankowe – kuzyni refabrykacji
Osobną kategorię stanowią systemy stałego zasilania tuszem (CISS) oraz drukarki z fabrycznymi zbiornikami (tanki). Choć z zewnątrz wygląda to inaczej niż klasyczna strzykawka wbijana w kartridż, idea jest podobna: tanie, dolewane z butelki tusze.
Najważniejsze różnice:
- Systemy CISS montowane „po godzinach” – zewnętrzne zbiorniki połączone z kartridżami przewodami. Montaż wymaga ingerencji w drukarkę (prowadzenie węży, czasem wiercenie otworów), co niemal zawsze oznacza pożegnanie z gwarancją. Dobór tuszu jest kluczowy, bo głowica zwykle jest stała w drukarce.
- Drukarki z fabrycznymi tankami – producent od razu projektuje urządzenie pod dolewanie atramentu. Zbiorniki są dostępne z zewnątrz, a butelki z atramentem mają odpowiednie kształty i zabezpieczenia. To najbardziej „cywilizowana” forma refabrykacji, ale wciąż trzeba pilnować rodzaju tuszu.
Kto raz widział, jak w drukarce z CISS-em powietrze dostaje się do przewodu z tuszem i nagle połowa wydruków ma białe pasy, ten zwykle zaczyna trochę inaczej patrzeć na „superoszczędne” rozwiązania.

Na czym polega refabrykacja i samodzielne napełnianie kartridży
Refabrykacja kartridży to coś więcej niż dolanie atramentu do pustego zbiornika. To cały proces, w którym – przynajmniej w wersji „profesjonalnej” – bierze się pod uwagę stan gąbki, przepływ tuszu, kondycję głowicy (jeśli jest w kartridżu) oraz elektronikę.
Refabrykacja „warsztatowa” a domowe dolewanie – dwie ligi
W punktach zajmujących się refabrykacją zwykle wykonuje się kilka kroków:
- rozebranie kartridża (lub przynajmniej otwarcie korków / zaślepek),
- dokładne opróżnienie resztek starego tuszu, przepłukanie komór i gąbki specjalnym płynem,
- osuszenie wkładu w kontrolowanych warunkach,
- napełnienie odpowiednio dobranym atramentem, często w kilku etapach i z kontrolą podciśnienia,
- test szczelności i przepływu (czasem z użyciem podciśnienia lub specjalnych stacji testowych),
- reset lub wymiana chipa, jeśli to konieczne.
Wersja domowa zazwyczaj wygląda inaczej: igła, strzykawka, dziurka w obudowie i kilka energicznych ruchów nad zlewem. Działa? Czasem tak, ale bez kontroli nad czystością wkładu i ciśnieniem wewnątrz kartridża łatwiej o zapowietrzenie, przecieki albo zalanie głowicy.
Jeśli w domu chce się podejść do tematu poważniej, przydają się choćby podstawowe akcesoria: stojak do kartridża, mała pompka próżniowa / gumowa gruszka do odpowietrzania, taśmy i korki dedykowane do konkretnego modelu wkładu. Nie jest to sprzęt z kosmosu, ale wychodzi daleko poza „zestaw majsterkowicza z kuchennej szuflady”.
Podstawowe etapy domowego napełniania kartridża
Niezależnie od modelu, sam proces zwykle da się rozłożyć na kilka kroków. Ich szczegóły różnią się w zależności od konstrukcji wkładu, ale ogólna logika pozostaje podobna:
- Przygotowanie miejsca i kartridża – zabezpieczenie stołu (gazeta, folia), założenie rękawiczek, ustawienie chusteczek/papieru. Kartridż przed napełnianiem dobrze jest przetrzeć z zewnątrz, a dysze położyć na czystej ściereczce, żeby nic się na nie nie dostało.
- Zlokalizowanie otworów napełniania – w niektórych kartridżach wystarczy zdjąć naklejkę, w innych trzeba delikatnie wywiercić otwór lub wykorzystać istniejące kanały wentylacyjne. W tym miejscu szczególnie łatwo o pomyłkę: przewiercenie się w złym punkcie może uszkodzić kanał doprowadzający tusz lub komorę powietrzną.
- Wstrzykiwanie atramentu – igłę wprowadza się powoli, najlepiej do gąbki, a nie pod nią. Atrament podaje się małymi porcjami, by gąbka miała czas równomiernie się nasączyć. Zbyt szybkie tłoczenie kończy się zwykle wylaniem tuszu górą i powstaniem bąbli powietrza w środku.
- Usunięcie nadmiaru i odpowietrzenie – po napełnieniu kartridż stawia się na kilka minut dyszami w dół na ręczniku papierowym. Jeśli tusz intensywnie wypływa, oznacza to przepełnienie lub problem z ciśnieniem wewnątrz. Niekiedy trzeba delikatnie odessać kilka kropli przez dysze, używając specjalnej przystawki lub miękkiej gumowej gruszki.
- Uszczelnienie i przywrócenie wentylacji – otwory napełniania zwykle zabezpiecza się korkami lub taśmą, zostawiając jednocześnie drożny otwór odpowietrzający. Pełne zaklejenie wszystkiego „żeby nie ciekło” kończy się tym, że tusz w ogóle nie chce wypływać.
- Test wydruku – po założeniu kartridża do drukarki warto uruchomić funkcję czyszczenia głowicy i wydrukować stronę z testem dysz. Pierwsze wydruki mogą wyglądać słabo, dopóki tusz nie przepłynie przez całą ścieżkę.
Przy pierwszych próbach naturalne jest, że coś pójdzie nieidealnie – trochę tuszu trafi na obudowę drukarki, a wydruk testowy będzie dziurawy. Z biegiem czasu doświadczenie rośnie, ale razem z nim rośnie też świadomość, że każdy błąd odbija się na żywotności głowicy.
Czyszczenie i płukanie kartridży przed ponownym użyciem
Kartridż, który zdążył całkiem zaschnąć lub był długo używany z tańszym, „ciężkim” atramentem, zazwyczaj wymaga czegoś więcej niż tylko dolania tuszu. W praktyce przydają się:
- Płyny czyszczące dobrane do typu atramentu – inne do tuszy barwnikowych, inne do pigmentowych. Zwykle oparte na wodzie z dodatkiem rozpuszczalników i środków powierzchniowo czynnych. Użycie nieodpowiedniego płynu potrafi spowodować pęcznienie gąbki lub uszczelek.
- Proces „moczenia” dysz – wiele osób stawia kartridże dyszami na ściereczce nasączonej płynem czyszczącym. Pomaga to rozpuścić zaschnięty atrament. Trzeba jednak unikać zbyt długiego moczenia oraz zanurzania całego kartridża w płynie, bo może to uszkodzić elektronikę.
- Płukanie komór – w refabrykacji warsztatowej często wykorzystuje się lekkie podciśnienie do przepchnięcia płynu przez gąbkę i kanały. W domu da się to czasem zasymulować gumową gruszką, ale trzeba to robić z wyczuciem.
Mieszanie pozostałości starego tuszu z nowym rodzajem atramentu w jednym kartridżu to proszenie się o problemy: strąt, „gluty” w gąbce i nieprzewidywalne kolory. Jeśli zmienia się typ lub markę tuszu, rozsądniej jest porządnie przepłukać wkład zamiast robić „koktajl” w środku.
Elektronika, chipy i blokady programowe
Nowoczesne kartridże coraz częściej mają wbudowane układy kontrolne. Dla użytkownika objawia się to w różny sposób:
- komunikaty o pustym wkładzie mimo fizycznego napełnienia,
- blokada drukowania przy liczniku 0% niezależnie od rzeczywistego poziomu atramentu,
- informacje o „nieoryginalnym” lub „uszkodzonym” kartridżu,
- komunikaty o konieczności wymiany wkładu, który został już kiedyś rozpoznany jako pusty.
Przy samodzielnym napełnianiu problem rozwiązuje się zwykle w jeden z trzech sposobów:
- stosowanie resetera chipów – małe urządzenie, które przykłada się do styków kartridża, by przywrócić licznik do stanu „pełny”,
- wyłączenie monitorowania poziomu tuszu w ustawieniach drukarki (jeśli producent to umożliwił),
- używanie zamienników kartridży z wiecznym chipem – układ raportuje drukarce, że wkład jest zawsze pełny, a poziom atramentu kontroluje się „na oko”.
Z punktu widzenia gwarancji i stabilności pracy drukarki każdy z tych sposobów jest pewnym kompromisem. Producent projektuje urządzenie tak, by monitorować ilość zużytego tuszu również ze względu na ochronę głowicy (praca „na sucho” może ją uszkodzić). Oszukiwanie tych zabezpieczeń wymaga większej dyscypliny użytkownika – trzeba pilnować, by faktycznie nie doprowadzać do jazdy na pustym zbiorniku.
